Nowy wymiar adrenaliny (wpis raczej dla wspinaczy :D )

Niee, ja raczej na własnej nigdy nie będę wchodzić (to stanowczo Kasia)

Ja raczej też nie… (to ja)

Nie ufałabym sobie. Źle wsadzisz kość i lecisz.

Noo…

Ja nie potrzebuję takiej adrenaliny, wspinam się dla przyjemności, nie muszę przekraczać takich granic.

Ja chyba też nie…

Mhm, jasne. Już ja siebie znam 😉 Jeśli w zdaniu pada „chyba”, to znaczy, że furtkę wszystkich możliwych opcji zostawiam otwartą.

Wtedy rzeczywiście nie sądziłam, że spróbuję wspinać się na własnej. Wydawało mi się to dość abstrakcyjne… Goła skała, zero ringów, pełno żelastwa w szpejarkach i wizja śmierci.

Ale oto zmierzam na pełny kurs wspinaczki skałkowej, który obejmuje między innymi właśnie wspinanie z asekuracją własną.

Co Ty masz w tej torbie??? (to zaskoczona Ola, kiedy w końcu objuczona bagażami – ale z pomocą nieznajomego uczynnego łodzianina – zdołałam dotrzeć do swojego miejsca)

Mmmmmm…

To będziesz mnie dokarmiać.

Oj nooo, zabrałam indyjski dal, potrawkę z bakłażana i cukinii, hummus, seler naciowy, młody szpinak, komosę ryżową i jeszcze inny prowiant bo:

a) mam fazę na gotowanie

b) Karniowice brzmią jak kompletne odludzie i nie wiem, czy będzie tam jakiś sklep. Islandia co prawda też była odludziem, ale mieliśmy samochód i w każdej nawet małej miejscowości był market albo stacja benzynowa + market, więc miałam pewność, że jedzenia mi nie zabraknie, ale tu…

c) na miejscu będziemy o 23:00, więc nawet jeśli jest tam sklep, to pewnie o tej porze będzie zamknięty 😛

Okazało się, że Karniowice są 30 km od Krakowa, więc nie aż takie odludzie, i że jest tam sklep 😀 Ale przynajmniej nie musiałyśmy gotować przez pierwsza dwa dni 😉

Na sześciodniowy kurs wybrałyśmy Szkołę KLAMA.PL, poleconą nam przez Artura. Daro – nasz instruktor – to Licencjonowany Instruktor Wspinaczki Skalnej i Ekiper Polskiego Związku Alpinizmu, Instruktor Wspinaczki Sportowej oraz Instruktor Rekreacji o specjalności Wspinaczka Skałkowa. Robi wrażenie. No i ten szpej… 😀

Daro

Podpisałyśmy oświadczenie, że wspinaczka to bardzo niebezpieczny sport i możemy ruszać.

Już w pierwszy dzień Daro obalił kilka mitów, które przekazywane są między wspinaczami:

– na samym początku oznajmił, że lonża to samo zło. Najlepiej używać 2 ekspresów przy przewiązywaniu stanowiska. Jako przykład spustoszenia sianego przez lonże podał sytuację, gdy chłopakowi podczas lotu taśma wpięła się w ekspres! Szpejarka oczywiście się zerwała, ale ponieważ taśma nie jest dynamiczna, gościem nieźle szarpnęło – na tyle, że doznał urazu kręgosłupa…  Dobrze wiedzieć, bo do tej pory używałam lonży… Od dziś to się zmieni 🙂

– gdy przewiązujemy stanowisko i wepniemy się ekspresem w kolucho (już teraz nie używamy lonży), nie dajemy komendy „auto”. Taka komenda pada tylko przy wielowyciągach, kiedy wepniemy się wyblinką w punkt centralny. Tutaj asekurujący ma cały czas być w gotowości, bo nigdy nie wiadomo, czy np. ekspres nam się nie wypnie itp.

– okazuje się, że nie zawsze powinniśmy wprowadzać w życie „przejdź nad liną” poirytowanego asekurującego  – w niektórych przypadkach jest to rozwiązanie bardzo niebezpieczne. Kiedy idziemy mniej więcej w linii ekspresów, noga może być nad liną. Kiedy jednak zbaczamy nieco w bok, to powinniśmy „czuć linę na nodze (udzie lub stopie) –  jeśli będziemy nad liną, to w przypadku lotu, możemy o nią zahaczyć piętą i obrócić się głową w dół… nie brzmi dobrze…

Witkowe Skały

Ruda

Dał nam też cały worek dobrych rad, np.:

– trzeba uważać na rowki wyżłobione w ekspresach, np. przez ringi z prętów zbrojeniowych. W Dolomitach chłopakowi przecięły linę…

– należy oglądać kolucho – może być wytarte od liny (zwłaszcza od wędki) i lepiej wpiąć się oczko wyżej. Czasem kolucho może w taki sposób stracić 1/3 swoje masy

– przy zdejmowaniu ekspresów, najpierw wypinamy je z ringów, wpinamy w szpejarkę, a dopiero potem wypinamy z liny (przy ostatnim ekspresie jest odwrotnie)

Informacji podczas całego kursu było mnóstwo 🙂 Spisałyśmy z Olą krok po kroku, co należy robić podczas wspinania drogami wielowyciagowymi i wyszło nam 5 stron 😛 Prowadzenie, zakładanie stanowisk, pajączków, motylków, ustawianie irokeza (tudzież paszczy lwa 😛 ), zjazdy, asekuracja z góry, a do tego jeszcze prusikowanie, asekuracja na półwyblince, elementy autoratownictwa, wyłapywanie jedną reką lotów ludzi o wiele wiele ode mnie większych (typu Daro 😛 ) , dużo tego było!

ciężar

Jarzębinka

trawers

Żabi Koń

Jak to Klama mówił, spuszczamy się z brzozy 😛

Pierwszy zjazd

Po trzech dniach wspinu mój organizm się poddał, nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam aż tak zmęczona! A w czwarty dzień zaczynamy wspin na własnej! Postąpiłam więc bardzo rozsądnie: postanowiłam iść spać 😀

Co prawda nasi współmieszkańcy nie pomagali…

Damy na hotelu, jest na kogo popatrzeć (to Pan w kuchni)

A Panowie skąd?

Z Nowego Sącza, 2 miesiące na walizkach.

A to na jakąś budowę pewnie?

Jak się nie uczyło, to na budowie się robi, takie życie…

Życie takie, że wszystko mnie boli! Bez cienia przesady, odczuwam ból we wszystkich mięśniach, a przed nami jeszcze 3 dni.

Na szczęście szybko zapominam o dyskomforcie, gdy Daro zaczyna nam pokazywać sprzęt do własnej 😀

tricam

Kości: stopery, heksy i tricamy.

Kości mechaniczne, czyli mechaniki albo friendy.

I…

jebadełko! Czy klucz do wyjmowania kości ze skały.

Nikt oczywiście nie mówi „klucz do kości”. Jak pójdziecie do sklepu i poprosicie o klucz do kości, to zrobią na Was wielkie oczy. Wszyscy mówią jebadełko. Sami się zresztą przekonacie dlaczego, gdy Wam się kość zaklinuje (to objaśnia Klama)

Zaczynamy od zakładania kości „na sucho” – szukamy odpowiednich rys, żeby wiedzieć, co gdzie najlepiej będzie pasowało. Później uczymy się zakładać stanowiska z kości i taśm.

M

No i w końcu wchodzimy!

Ale to wszystko ciężkie! Normalnie czuję, jak cały ten szpej ciągnie mnie w dół. Co nie jest zbyt pomocne, gdy za pierwszym razem, stojąc w szpagacie, nie mogę dopasować odpowiedniego rozmiaru stopera do małej szczeliny, która ma mnie uratować przed odpadnięciem… Ale się namęczyłam! I nie byłam do końca przekonana, czy to będzie trzymać… Z jednej strony trzeba myśleć o samym wspinaniu, z drugiej o montowaniu kości. Wszystko trzeba robić szybko i sprawnie, bo jak człowiek tak stoi na skale i przez 5 min szuka odpowiedniego stopera, to:

a) zaczynają go boleć nogi, palce u stóp, bo ta półeczka taka wąska, ręka, bo jedną trzeba się trzymać, i w ogóle to zaraz pojawi się skurcz i będzie po ptakach

b) zaczyna panikować (ale tylko trochę), bo nie ma w pobliżu żadnego ringa, do którego można się wpiąć, a jeszcze przecież nie zrobił pierwszej wpiny, więc nawet nie ma z czego zrobić lotu, a niżej nie było odpowiedniego miejsca, żeby założyć kość, więc wysokość jest już taka, że pójdzie noga albo kostka

c) zaczyna się zastanawiać, czy po takim marnotrawstwie energii starczy mu sił, żeby w ogóle dalej się wspinać i zrobić całą drogę (bez bloku :D)

stoper

heks

Ale dałam radę! Iiiiii zakochałam się w tej własnej 😀 W dzieciństwie namiętnie grywałam w Tetris, a dopasowywanie kości do szczelin to jak dla mnie takie wspinaczkowe Tetris 😉

Piątego i szóstego dnia łączymy całą wiedzę z poprzednich dni i robimy wielowyciągi na własnej 😀 Niesamowite uczucie wisieć na 18 metrach na stanowisku z kości, które przed chwilą samemu się założyło. Zawsze był jakiś ring albo chociaż spit albo drzewo! A teraz tylko kilka małych kawałków metalu i taśma…

Na ringach to każdy głupi potrafi. Z pogardą dla śmierci! (to informuje Klama)

Aż tak drastyczna w swych osądach nie będę. Proponuję małą transpozycję : z szacunkiem dla śmierci 😀

Ale rzeczywiście wspinanie na własnej pozwoliło mi doświadczyć adrenaliny wyższego poziomu. I zepsuć sobie dłoń, bo piątego dnia, przy zacieraniu kości okazało się, że wybrałam za mały stoper i niestety na skutek mocnego szarpnięcia puścił – a razem z nim poszła też moja ręka, łukiem po skale… Krew lała się na 18 metrach, więc gdzieś tam jest moje DNA 😛 Goiło się kilka dobrych dni, auć.

przed stanowiskiem

Moje piękne stanowisko z własnej – tym razem stoję wygodnie 😀

stanowisko

Jednym słowem wciągnęłam się i już planuję wyjazd w skały, gdzie dotąd omijane szerokim łukiem drogi TRAD teraz będą moim głównym celem.

Kurs u Klamy zaliczyłam i dostałam wskazanie na odbycie kursu taternickiego 😀

To teraz musicie przypakować (to Daro)

No jak mus, to mus 😀

 

Arco -wspin

Wspin początki

Meksyk – cenotes