Meksyk – Cozumel

Po upojnej nocy z pompą buczącą pod oknem, wstajemy nieprzyzwoicie wcześnie rano. Musimy zdążyć na prom.

Zatoki mam zapchane. Nieustający przeciąg w autokarze z Belize, a potem z Chetumal, kompletnie mnie rozłożył. Gdzieś tam czuję, że nie powinnam nurkować, ale stracić taką okazję!?? Przepiękna rafa opisywana przez podróżnika Jacquesa Cousteau, nie darowałabym sobie. Najwyżej jak coś się będzie działo, to wypłynę…playa plaza

p. del c.

Udajemy się na Cozumel, wyspę leżąca ok. 20 km na północny-wschód od Playa del Carmen. Majowie nazywali ją Ah-Cuzomil-Peten, czyli „wyspą jaskółek” 🙂 Cozumel leży na Wielkiej Rafie Mezoamerykańskiej, która jest drugą największą rafą koralową na świecie. To raj dla nurków, podobno bogactwo flory i fauny zachwyca, nie możemy się więc doczekać tych widoków 🙂

Na wyspę zabierze nas ogromny prom i Gosia (nie ta z Tulum), nasza instruktorka 😉

Chcecie croissanty? Jeszcze ciepłe.

Jak cudownie! Gosiu, to było przemiłe! Cieplutki, pulchniutki rogalik z masą migdałową na śniadanie, mniam!

Na Cozumel płyniemy pół godziny, potem taksówką do portu, gdzie już czeka na nas łódź.

butle cozumel

Pamiętajcie, że nurkujemy na terenie Parku Narodowego Arrecifes de Cozumel (to Gosia podczas odprawy). Rafa jest pod ochroną, dlatego żeby jej nie niszczyć, nie można tu używać kremów przeciwsłonecznych.

O_ooo, to akurat dla mnie problem. Bez filtra 50 spalam się całkowicie 🙁 Na szczęście łódź ma tym razem dach, więc będę się kryć. Gdy płynęliśmy na Blue Hole nie było takiego luksusu 😉

Na dziś mamy przewidziane 2 zejścia, które są jednocześnie przygodami w ramach kursu Advanced Open Water Diver (AOWD).

Pierwsze zejście to nurkowanie głębokie – na 30 m, drugie – nurkowanie w prądzie.

Woda ma 28°C, więc zakładam krótką piankę. Będę miała mniejszą wyporność, a zatem potrzebuję mniej ołowiu.

4,5 kg mi starczy? (pytam Gosię i Darka)

Powinno być ok.

Świetnie, bo uciskający brzuch pas z ołowiem jest dla mnie najgorszą torturą.

Jestem w parze z Darkiem. Wskakujemy do wody i zanurzamy się. Wypuszczam całe powietrze z jacketu i …

nic. Dalej unoszę się na powierzchni, wszyscy inni już pod wodą.

Tym razem nie ma liny, po której mogłabym się ściągnąć w dół. Wypływa do mnie Darek.

Co się dzieje?

Nie mogę się zanurzyć! Te 4,5 kg to jednak za mało.

Odwróć się pionowo głową w dół i mocno machaj płetwami. Powinnaś dopłynąć do dna.

No pięknie, akurat na takie nurkowanie jestem niedoważona! No dobrze, ustawiam się pionowo, głową do dołu, zaczynam płynąć i nagle

Ałaaaaaaaaaa, co za ból!!!!!!!!!!!!! Przez zatoki przechodzi mi błyskawica, nigdy w życiu czegoś takiego nie czułam, rozchodzi się po całej głowie, aż mi się zrobiło słabo!

Muszę wypłynąć. Darek za mną.

Co się dzieje?

Ból w zatokach, uchu, całej głowie. I jestem niedoważona, nie mogę płynąć w dół 🙁

Musisz wytrzymać, na dnie ból powinien minąć. Mam dodatkowy ołów, włożę Ci do jacketu.

Mam wytrzymać ten okropny ból. Cudnie. Ale taka rafa, no nie mogę odpuścić. Najwyżej mi głowa wybuchnie.

Próba numer dwa. Znów głową w dół, znów ten straszny ból, ale płynę. Zaczyna mnie kłuć w uchu, słabo mi, ale widzę dno. Zagnieżdżam się w piasku, podnoszę głowę i… ból mija. Co za ulga!!!

Przesadziłam. Jestem tego świadoma. Nie powinnam nurkować z chorymi zatokami. Ale żądza przygody była silniejsza. Nie wiem, jakie będą dla mnie konsekwencje zdrowotne tego wyskoku, ale o tym pomyślę na powierzchni.

Na razie cieszę się, że nie czuję już bólu i skupiam się na zadaniach, które mamy wykonać w ramach AOWD.

Na początek rozpoznawanie kolorów 🙂 Niesamowite że na głębokości 30 m kolor czerwony staje się czarny, a pomarańczowy jest zielony.

Potem trochę matematyki – wykonujemy różne działania, żeby sprawdzić czas rekacji. Pod wodą myśli się wolniej 😉

I w końcu zadanie artystyczne – mamy narysować krowę morską… 😀 Ależ żałuję, ze moje dzieło nie zostało uwiecznione 😉

Wszystkie zadania zaliczone, czas zobaczyć rafę.

Odrywam kolana od dna, Darek i inni już z przodu.

Zaczynam płynąć i nagle czuję, że się wynurzam!

Kiedy byłam „zakotwiczona” w piasku na dnie, wszystko było ok. Teraz jednak okazuje się, że dalej jestem niedoważona, mimo że Darek dał mi dodatkowy ciężarek.

W nurkowaniu najniebezpieczniejsze jest niekontrolowane wynurzenie. Gdy nurek wypływa zbyt szybko, ciśnienie zewnętrzne gwałtownie się zmniejsza. W rezultacie w organizmie tworzą się pęcherzyki azotu, które mogą powodować np. bóle stawów, paraliż albo śmierć.

A ja cały czas idę w górę, jak balon wypełniony helem. Nikt mnie nie widzi. Patrzę na Darka z góry, mając nadzieję, że zaraz się odwróci i zobaczy, że mnie nie ma.

Ciekawe jest to, że nie panikowałam. Wiedziałam, że to co się dzieje jest niebezpieczne, ale byłam bardzo spokojna. W takich chwilach człowiek dowiaduje się sporo o sobie 😉

W końcu Darek się odwrócił, zobaczył, że mnie nie ma, spojrzał w górę.

Chyba nigdy w życiu nie widziałam tylu emocji w czyichś oczach. Szybko podpłynął do mnie i przygwoździł mnie ciężarem swojego ciała. Zeszliśmy w dół, ale w momencie gdy Darek mnie puścił, znów zaczęłam unosić się w górę.

Nie było innego wyjścia – Darek przez całe nurkowanie musiał mnie holować, trzymając uchwyt mojego jacketu (tzn. inne wyjście było – mogliśmy wypłynąć, ale takiej opcji nie chciałam brać pod uwagę 😛 )

Straszne to było. Nie miałam kontroli nad tym, gdzie płynę, byłam jak marionetka, którą ktoś kieruje :/ I na domiar złego zaczęła parować mi maska…

Darek jedną ręką trzymał kamerę, drugą mnie, trudno mu było manewrować, dlatego kilka razy zostałam przeciągnięta przez rafę, która pokaleczyła mi kolana. Szczypało jak diabli!!!

Ponieważ takie płynięcie za dwóch wymaga sporego wysiłku, Darkowi zaczęło się kończyć powietrze… Zrobiliśmy więc przystanek bezpieczeństwa i wypłynęliśmy.

Co za tragedia! Miało to być najlepsze nurkowanie, a wyszło najgorzej 🙁 Teraz już wiem, że lepiej mieć więcej ołowiu i trochę pocierpieć niż być niedoważonym!

Gdy jeden z członków załogi zobaczył jaka byłam niepocieszona od razu do mnie podbiegł i zatroszczył się o mnie z wielkim zaangażowaniem.

Nie musiałam robić absolutnie nic 😀 Zdjął ze mnie sprzęt, osuszył mi jacket, pomógł zdjąć piankę, przyniósł mi ręcznik, a na koniec zafundował masaż pleców 😀

A potem podano do stołu i na pocieszenie miałam okazję spróbować najlepszego guacamole na świecie 🙂

Przed kolejnym nurkowaniem zawsze należy zrobić odpowiednio długą przerwę, przybiliśmy więc do brzegu i oglądaliśmy muszle 🙂

DCIM100GOPROG0150357.

Niestety z Meksyku muszli wywozić nie wolno 🙁 Więc nie mogłam żadnej zabrać na pamiątkę 🙁

Na szczęście drugie nurkowanie wynagrodziło mi wszystkie cierpienia 😀 Tym razem nurkowaliśmy w prądzie, co oznaczało, że po zanurzeniu nie trzeba było robić nic 🙂 Prąd był jak ruchomy chodnik. Wystarczyło ułożyć się w odpowiedniej pozycji i bez żadnego wysiłku podziwiać kolorową, bogatą rafę. Otaczały nas całe ławice fioletowych, srebrnych, żółtych ryb. Inne zwierzaki też były 😉

Teraz miałam już odpowiednią ilość ołowiu, więc zanurzyłam się w sposób tradycyjny, czyli nogami w dół, nic mnie nie bolało i mogłam się w pełni zrelaksować 🙂

coz.1

coz.2

coz.3

coz.8

coz.4

coz.5

coz.6

coz.7

coz.9

Takie coś, to lubię 🙂 Nie przeciekała mi maska, miałam idealną pływalność, obsługa sprzętu była już dość zautomatyzowana, więc mogłam skupić się na oglądaniu podwodnego świata, same plusy! A, i jeszcze jedno! Widziałam rekina! Ale chyba wystraszył się całej naszej grupy i chował pod rafą, biedny…

To było ostatnie nurkowanie podczas tej wyprawy. W sumie było ich 11.

Pod wodą nauczyłam się naprawdę sporo: poczynając od utrzymywania pływalności w jaskiniach pełnych stalaktytów i stalagmitów, po zdejmowanie, bez cienia paniki, maski na 20 metrach głębokości 😉 Poznałam reakcję własnego organizmu na niespodziewane sytuacje typu niekontrolowane wynurzanie, no i jestem teraz AOWD 🙂

Podziękowania dla Gosi, Gosi i Jeffa za profesjonalną opiekę i dla moich współtowarzyszy, Oli, Darka, Krzyśka i Marka, za pełną wrażeń przygodę!

Już myślę o kolejnej 😉

end

Meksyk – cenotes

Belize – Caye Caulker i The Great Blue Hole

Arco – wspin