Szkocja – Edynburg

Nigdy nie zapomnę wrażenia, jakie wywarł na mnie Zamek, który wyłonił się zza zakrętu, gdy wjeżdżałam do Edynburga.

Majestatyczna wulkaniczna skała pośrodku miasta, a na niej budowle zamkowe – co najmniej 5 minut miałam na twarzy wyraz całkowitego zdumienia i zachwytu 😀

W planach miałam spacer Królewską Milą, którą Daniel Defoe nazwał najładniejszą ulicą na świecie, a potem spotkanie z Marcinem z Couchsurfingu, u którego miałam nocować.

Zaczęłam jednak od McDonalda, aby uniknąć śmierci głodowej (wieeeeeeem).

Siedzę sobie zatem w Macu, popijam kawę i rozkoszuję się słońcem. Przed wyjazdem byłam załamana: prognozy wskazywały na deszcz, wiatr i 9°C…

Gdy kupowałam bilety było zupełnie inaczej: 17°C, słońce, a potem z tygodnia na tydzień coraz gorzej. Do Szkocji leciałam więc w przekonaniu, że zmoknę i zmarznę, pytanie tylko, jak bardzo. A tu taka niespodzianka! Zarówno Glasgow jak i Edynburg przywitały mnie słońcem i prawie bezchmurnym niebem 🙂

Muszę jednak przyznać, że wiatr był naprawdę męczący. Bez czapki i rękawiczek było mi zimno, w czapce w słońcu gorąco… Zresztą pogoda zmieniała się średnio co 5 minut. Marcin powiedział, że Szkoci traktują prognozy pogody, jak totolotka. Nikt się nimi nie przejmuje, bo jeśli się sprawdzą, to przez czysty przypadek 😛

Kawa i pokarm zrobiły swoje, pełna sił ruszyłam na wzgórze zamkowe.

WP_20150430_14_40_16_Pro

WP_20150430_14_43_41_Pro (2)

WP_20150430_14_48_43_Pro (2)

WP_20150430_14_54_31_Pro

WP_20150430_14_54_46_Pro

WP_20150430_15_02_18_Pro

WP_20150430_14_55_45_Pro

Panorama Edynburga, w oddali wygasły wulkan, Arthur’s Seat, na który koniecznie muszę wejść! 🙂 A vis-à-vis wejścia do Zamku urocza Królewska Mila. I już wiem, że wszystkiego nie zdążę zobaczyć :'( Trzeba będzie przylecieć do Szkocji jeszcze raz 😀

Skoro muszę dokonać wyboru, to decyduję się na Katedrę św. Idziego. Najstarsze jej fragmenty pochodzą z 1120 roku (!).  Nie będę ukrywać swojego zachwytu, katedra w Glasgow była ładna, ale to! Cudo! Zawsze gdy jadę w nowe miejsce zwiedzam wszystkie kościoły, nie ze względów ideologicznych, ale architektonicznych i estetycznych – są to po prostu ładne i ciekawe budowle. Jak na razie na pierwszym miejscu jest Katedra św. Wita, Wacława i Wojciecha w Pradze. Święty Idzi będzie się plasował w pierwszej dziesiątce 😉

WP_20150430_15_21_30_Pro

Wnętrze wyglądało tak, jakby oświetlał je ogień z kominka. Ciepłe, żółte światło nadawało murom i witrażom kolor sepii. Wszędzie herby, oczywiście. Jeszcze tylko brakowało zbroi rycerskich i mieczy na ścianach – byłoby jak w średniowiecznym zamku 🙂

Czas ucieka, muszę pędzić do Marcina! Najpierw wypadałoby w ogóle znaleźć jego mieszkanie, pamiętam że miało być gdzieś w pobliżu Królewskiego Ogrodu Botanicznego.

Wydawało mi się, że idę w dobrym kierunku, nawet doszłam do jakiegoś ogrodu… Okazało się jednak, że to nie ten.

I tu krótkie wyjaśnienie: przeważnie nie chodzę z mapą w dłoni i nosem w mapie (albo ekranie komórki!), gdy jestem w nowym mieście. Czasem się gubię, ale w ten sposób trafiam w miejsca, do których w innym przypadku bym nie trafiła . A poza tym wolę spytać o drogę lokalnych 🙂

Pytam więc jakiegoś chłopaka, gdzie jest Broughton Road, a on do mnie:

How long have you been looking?

😀 😀 😀

No dobrze,  może wyglądałam na zmęczoną, albo zrezygnowaną, szukałam 45 minut 😉

W końcu dotarłam do Marcina.

A tak swoją drogą to Marcin jest niesamowity (i to nie tylko dlatego, że na „dzień dobry” przygotował dla mnie przepyszny omlet ze szparagami :D). Trzeba brać z niego przykład w kwestii realizacji marzeń. Zawsze chciał jechać na bezludną wyspę. I pojechał. Spędził tam dwa tygodnie, żyjąc o ryżu i wodzie. Szacun, Marcin! Jesteś żywym przykładem stosowania mojego motta życiowego:

Jeśli czegoś chcesz, szukasz sposobu. Jeśli czegoś nie chcesz, szukasz powodu.

O przygodach Marcina możecie poczytać tu.

Wracając do Edynburga, u Marcina zatrzymała się jeszcze jedna couchsurferka, Natalia, i  razem mieliśmy wieczorem iść na Beltane Fire Festival.

Beltane to celtyckie święto nadejścia lata, obywające się w nocy z 30 kwietnia na 1 maja. W Edynburgu obchody mają miejsce się na wzgórzu Calton.

WP_20150430_20_32_52_Pro (2)

WP_20150430_21_05_23_Pro

Przy bramkach rozdawali plastikowe butelki, ponieważ na teren festiwalu nie można było wnosić szkła (Przecież to teraz wygląda jak krew!)

beltane.0

Pogodę mieliśmy świetną! Czyste gwieździste niebo, nie za zimno (zresztą ogień też robił swoje 😉 ), wielki księżyc.

WP_20150430_21_09_10_Pro

WP_20150430_21_22_31_Pro

Główną atrakcją był pochód Królowej Wiosny i Zielonego Człowieka, symbolizujących Święte Małżeństwo, związek Ziemi i Nieba. Towarzyszyli im akrobaci, tancerze, bębniarze i mnóstwo innych poprzebieranych postaci. Na wzgórzu były też pokazy ognia, poletka świecących grzybów (?) i wieeeelkie ognisko, które zapalono o północy (na bilecie dopisek „Uczestnictwo na własne ryzyko 😛 ).

beltane 1

ogień

pochód

Zostaliśmy naznaczeni DNA The Reds, pomalowanych na czerwono dzikusów akrobatów, którzy zabierali ludziom selfie-sticks, wydając przy tym wrzaski o różnym natężeniu i barwie 😛 W kluczowym momencie parady zdjęli swoje grube czarne peleryny i aż mi się zimno zrobiło, bo mieli na sobie jedynie przepaski biodrowe… Świętowaliśmy co prawda nadejście lata, ale o drugiej w nocy ciepło już nie było… 😛

the reds

WP_20151119_19_17_46_Pro

A z ciekawostek, taksówka do domu kosztowała nas tylko nieco więcej niż w Poznaniu 😛

cdn.

Szkocja – Glasgow

Wspin początki

Open Water Diver w 5 odsłonach